Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

#1

Podróż minęła całkiem przyjemnie, tylko zanadto sennie, nawet jak dla niego. Czego jednak mógł się spodziewać białowłosy, gdy się nie jest przystosowanym do przebywania mil w takim trybie. Teraz to już tylko beztrosko stąpał po kamiennym bruku w alejkach rozchulałego Rio De Janeiro, które - będąc jak zawsze w swojej formie - zachęcał nieustannie turystów i tubylców do zaglądania w każdy najmniejszy, a tym bardziej najjaskrawszy zakątek; chociaż tych drugich, z racji przyzwyczajenia, już to wszystko tak nie hipnotyzowało.
Największą, "mesmerowską" rzeczą z całą pewnością była Escadaria Selarón, bajeczny i przyjemnie rażący w oczy projekt autora, którego nazwisko promuje do dziś te Schody. Tu, gdzie pod Dżabirem kończyły się szare, pozbawione wyrazu kocie łby, zaczynała kwitnąć pod jego stopami żywa fantazja ulicznego artysty. W każdym ze stopni dominowała kolejność barw: żółć, zieleń, o morskim odcieniu, żółć, kobalt. I po raz wtóry - żółć. Po bokach alejkę zdobiła jaskrawa czerwień mozaiki, z czarnymi akcentami w formie pół filarów. Drobne ilustracje, dla których po bezpośrednią interpretację należałoby się zatrzymać i nad nią pochylić, przedstawiały głównie elementy takie jak flagi państw z całego świata. A przynajmniej znaczna część z nich, bo wszystkich autor nie zdołał uchwycić.
Medium mijał się z turystami wypatrującymi płytek ze swoich krajów jakoś tak beznamiętnie. Wiedział, że nie ma czego dopatrywać się flagi Ałtaju. Obstawiał, że twórca - podobnie jak większość ludzi, przynajmniej z tej części świata - nie miał pojęcia o istnieniu takiej Republiki na terenach Rosji, której to podlegała. Szedł w milczeniu, trochę znużony, zamyślony, a jakże z obniżonym samopoczuciem - u boku Ardżego Tyguna. Płytki go wcale nie obchodziły, nie po to tutaj był. Mężczyzna w kwiecie wieku również wyglądał na wycieńczonego podróżą, co w efekcie jeszcze bardziej ryło bruzdy w zmarszczkach. Nie żeby tą, którą dopiero co mieli za sobą - bo równie dobrze można mówić o tej eskapadzie poza rejony ich naslegu, nie mówiąc też o opuszczeniu kraju za misją. Dwudziestojednoletni chłopiec po prawdzie nie znał pierwotnych zamiarów ani też motywów kupca, więc wystarczyło dla nich dwojga fakt, że został wzięty pod krzywe skrzydło Tyguna, gdzie mógł się czuć jak syn w obecności ojca.
Do kompletu u boku Idrisa lewitowała mała kuleczka mieniąca się fioletem na pomieszanie z kobaltem, doprawdy ciężko było określić, czym odznaczała się tak do końca uduchowiona materia, zwaną formą ducha. Gdzie w jego kręgu zwykło też nazywać to Şakli rūh.
- Jak tu bajecznie i kolorowo... ooch... - duszek był tak zafascynowany widokami, że aż teatralnie wydał z siebie dźwięk, jak gdyby chciał zaczerpnąć tchu.
Biedaczek, dalej nie może przywyknąć do zmiany trybu życia. Ten sceniczny trik nie uszedł uwadze medium. Zazwyczaj zaczynał się wkurzać i czasami dawać upust rosnącej w nim wściekłości i rozpaczy z powodu śmierci towarzysza, będąc niczym innym jak duszkiem-kuleczką bez specjalnego znaczenia w świecie ludzi. Już nie.
Dżabir miał w zwyczaju wydzierać się, z powodem lub też bez większego powodu, na równie barwnego co ta alejka chłopca, robiąc oczywiście z siebie pajaca, który postradał do cna rozum. No dobra - paleta barw była w innej lidze, ale bez porównania gdyby Zafir był widzialny przez innych, byłby o wiele lepszą atrakcją niż te gówniane schodki. Białowłosy tym razem tylko spiorunował wzrokiem i skierował ku mężczyźnie, kiedy w końcu pokonali stopnie i przedarli się przez fale ludu.
- Dokąd zmierzamy? - Pytanie medium powędrowało pod adres Ardżego.
- Złapiemy jakiś środek transportu, pewnie podmiejski autobus. Musimy dotrzeć do Santa Teresa i potwierdzić rezerwację przed dwudziestą.
Odpowiedz
#2
Iarund miał wiele planów obejmujących jego rodzime strony, jednak, jeżeli brać słowa jego stróża poważnie, wciąć brakowało mu treningu i umiejętności, aby mieć choćby szanse do ich zrealizowania. Niby nawet mógł się dowiedzieć od swojego towarzysza gdzie powinien wyruszyć, aby znaleźć jeden z reliktów przeszłości swojego klanu, ale jaki miałoby to sens w momencie, w którym strażnik owego przedmiotu zaśmiałby mu się w twarz. W obecnej sytuacji musiał kontynuować swój trening, ale i nie mógł zaniedbać swojego życia codziennego, a to posłało go na wyprawę, której raczej się nie spodziewał. 
Wylądował tu ponad tydzień temu. Został poproszony o poprowadzenie serii wykładów na tutejszej uczelni. Tematyka historyczna tej prezentacji pozostaje tutaj bez większego znaczenia, istotnym faktem pozostało jedynie to, że przybył tutaj i wykonał swoją pracę. Dzisiaj miał ostatnie zajęcia i już teraz mógł powoli myśleć o powrocie w swoje strony, choć skorzystał z oferty uczelni i przedłużył swój pobyt w hotelu o te kilka kolejnych dni, aby móc nacieszyć się bardziej turystyczną stroną tej pracy. W sumie to już tylko to kierowało nim, gdy poszedł zwiedzać... schody. Jakby to zdanie idiotycznie nie brzmiało to właśnie tak było, więc chyba dłuższe rozwodzenie się nad tym zdarzeniem nie miało większego sensu. Stał sobie właśnie i patrzył na tych wszystkich ludzi, którzy strzelali sobie fotki na kolejnych stopniach i nie wiedział czy bardziej go to żenuje, czy może jednak podziwia osiągnięcia, niedawno zmarłego, artysty. Ostatecznie chyba skłaniał się do tego drugiego. Był badaczem kultur, cenił sztukę, choć czasem... często... zwyczajnie jej nie rozumiał, a to budziło w nim różne emocje. Poza tym nie mógł przechodzić obojętnie obok takich rzeczy, nie będąc szamanem.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości