Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

#1
[Obrazek: caption.jpg]
~*~

Lao westchnął cicho, poprawiając kosmyk włosów , który próbował wymknąć się ze swojego standardowego miejsca za uchem, aby bezczelnie irytować go swoją obecnością. Zbliżał się wieczór i coraz mniej ludzi przebywało w bardzo słodkiej Maid Cafe. Widział, jak niektóre z dziewcząt, tęsknie zerkały na jeden z zegarów, wyczekując zamknięcia i zakończenia dnia roboty. Nie dziwił im się. Gdyby musiał popylać w sukience pokojówki, wśród najróżniejszych gości, nie zawsze stroniących od niewybrednych żartów, również nie mógłby doczekać się końca dnia.
Upił kolejny łyk herbaty, pozbywając się na chwilę smaku sorbetu brzoskwiniowego. Zawsze zamawiał to samo, czyli deser ułożony w pandę, o dowolnym smaku. Dziś miał ochotę na brzoskwinię i mango, ciesząc się dobrym humorem.
Po raz pierwszy od bardzo dawna był zadowolony z efektów swojego morderczego treningu. Mógł więc pocierpieć w obecności ludzi, ciesząc się życiem. Jego duch stróż, Jin Zhao nagle zdecydował się rozwinąć w całej okazałości ze swojej kulistej formy. Ogromny tygrys ledwo mieścił się pod niewielkim stolikiem dla dwóch osób, przy jednej ze ścian, w dyskretnym miejscu. 
Lao uniósł brew, obserwując jak wielki kocur pręży swoje ogromne ciało, pokazując w pełni uroki swojej nie fizycznej formy. Tao lubił swojego ducha stróża, był on bardzo przydatny, szczególnie gdy miał przy sobie kastety do obrony, ale aktualnie nie tego potrzebował. Duch tygrysa był już bowiem zbyt... dziecinny?
Może gdy był siedmioletnim szkrabem, czytającym po kątach aby nikt nie widział "Kubusia Puchatka" posiadanie ducha tygrysa było super ekstra. Teraz jednak potrzebował prawdziwego wojownika. Ale w końcu to duch, co za różnica, czy będzie w nagrobku w domu czy na jego szelkach?
Usiadł wygodniej i obrzucił otoczenie leniwie, zerkając na okno i ciemne chmury zasłaniające niebo. Jak nic, będzie padać. Hym, chyba powinien posiedzieć trochę dłużej...
Odpowiedz
#2
W przeciwieństwie do reprezentanta rodziny Tao, młody Asakura ani trochę nie był zadowolony. Był naprawdę wściekły i niemal telepało nim ze złości. Nieomal tak bardzo, że luźno wiszące rękawy obijające się lekko o jego ręce doprowadzały go do tego, że z chęcią zrzuciłby z siebie tradycyjne kimono w niezbyt ładnych kolorach i podeptał je… Oczywiście jedynym co go powstrzymywało przed tym było posiadanie pod spodem jedynie bielizny. A nastolatek paradujący pół-nago wieczorem po mieście raczej wzbudzałby zainteresowanie w niewłaściwych ludziach. I niestety nie mowa tu tylko o policji.
Co prawda złość nie była już taka, jak na samym początku, ale wciąż myśl o tym wszystkim zaprzątała mu głowę i wytrącała z równowagi… Gin po raz kolejny oczywiście pokłócił się ze swoją babką. Myślał, że ta nie zaskoczy go już nigdy niczym, ale najwyraźniej się mylił… Aiki jakby nigdy nic oświadczyła mu, że wybrała dla niego przyszłą żonę. Do cholery! Był jeszcze nastolatkiem nie myślącym o trwałym uczuciu, a tu się okazuje, że już go swatają. I to z kimś kogo nie zna! Wie, że jego matka miała podobnie. Że nawet nie znała swojego męża przed ślubem, ciekawe czy po ślubie poznała patrząc na charakter Fumino, ale on nie chciał takiego życia. Nie umiałby… Żyli w XXI wieku, gdzie kontrolowanie życia dziecka w takim stopniu było chore i zwyczajnie okrutne.
Jedyną dobrą rzeczą w tym wszystkim było to, że Daiki wstawił się za nim i pozwolił przemyśleć swoje zachowanie w mieście. Gin nie był pewny, czy aby faktycznie dziadek myśli, że zachowanie jego wnuka się zmieni, ale ważne że udobruchał staruchę i dał białowłosemu wolność, o której ten marzył.
Przeprowadził się natychmiast z rezydencji na odludziu do centrum stolicy nawet się za sobą nie oglądając. Niestety rychła ucieczka z domu zaowocowała tym, że musiał jeszcze jakiś czas znosić te okropne ciuchy, póki czegoś nowoczesnego sobie nie kupi…
Najpierw jednak chciał zasmakować życia w wielkim mieście. Zapomnieć i oderwać się od nieprzyjemnej przeszłości korzystając z luksusu wolności. Nie jest jeszcze nawet małoletni, więc dzikie imprezy odpadały, ale słyszał o wielu innych atrakcjach Kraju Kwitnącej Wiśni. Jedną z nich było chociażby karaoke w meido cafe. Ot, niemal oczywisty punkt imprez chociażby w dzielnicy Shibuya.
Błąkając się po Nowym Świecie znalazł i jedną z takich kawiarni. Niestety zawiedziony dowiedział się, że kawiarnia zamiast tętnić życiem będzie pewnie niedługo zamykana. Środek tygodnia nie był najwyraźniej najlepszym czasem imprez. Wzruszył jedynie ramionami i zamówił pucharek lodowy. Słodki, duży i z bitą śmietaną, to były jego jedyne życzenia.
Kiedy kelnerka uciekła na zaplecze znikając za drzwiami i uniemożliwiając Ginowi oglądanie tyłu jej stroju, odwrócił się rozglądając się po lokalu. Oczywiście wielki tygrys przykuwał uwagę! Najwyraźniej tylko jego, więc szybko się domyślił spirytystycznej obecności wspaniałego kota. Pchany ciekawością podszedł szybko do bruneta i kucnął obok kota chcąc go pogłaskać. Duch chyba nie może odgryźć ręki?
- Należy do ciebie? – spytał kierując wzrok na kota, ale najwyraźniej odbiorcą pytania miał być młody Tao pogrążony w rozmyślaniach na temat pogody.
[Obrazek: tumblr_static_tumblr_static_8d24yzkq1msk...08_640.gif]
Odpowiedz
#3
Chłopak przymknął na chwilę oczy rozkoszując się, błogim spokojem i ciszą, niezakłócaną przez nikogo. Na każdego irytującego oponenta, nie będącego jednocześnie kelnerką, miał gotowe jedną z czterech odpowiedzi, choć większości wystarczało ostre spojrzenie fioletowych tęczówek by wycofać się poza zasięg spojrzenia Lao. Mimo młodego wieku, już udało mu się posiąść trudną sztukę przerażania innych, nawet jeśli oznaczało to w większości przypadków samotność. Czasem nawet w nadmiarze. Jednak niektórzy potrafili wybijać się z rytmu do którego Lao był przyzwyczajony. Nagle bowiem do pomieszczenia wszedł chłopak w japońskim kimonie, trochę ubrudzonym na krańcach. Choć sam Tao, bardzo lubił tradycyjne stroje i sam chętnie zakładał hanfu, które czasem były dla niego jak druga skóra, jednak w wielkim mieście, przepełnionym zachodnią modłą, taki strój raczej był odbierany jako śmieszny i nienaturalny. Może chłopak pracował w jakimś miejscu tradycyjnej rozrywki? Choć nawet nie bardzo wiedział gdzie wymagane byłoby tradycyjne kimono...
Normalnie, mimo dziwnego stroju nowszego gościa, teraz nic nie powinno mu przeszkadzać, bo stołów i krzeseł było tu w bród... tymczasem nieznany chłopak zdecydował się podejść w jego stronę. Lao już w odległości pięciu metrów od swojego stolika poczuł przypływ złej energii i stresu, gotów wręcz warknąć jeśli ten nie pojąłby po raz kolejny, że nie życzy sobie towarzystwa... ale atencję dostał Jin Zhao, który również był zaskoczony zainteresowaniem młodzieńca. Spojrzał na Gina w tym samym momencie co Lao.
Ci, którzy mówią, że duchy i szamani potrafią być do siebie bardzo podobni, mają w tym naprawdę sporo racji. Bowiem pysk Zhao wraz z twarzą Lao wyrażały bezkresne zdumienie, wręcz niedowierzanie na ten poufały kontakt drugiego szamana z duchem. Na tyle zdziwieni, że Jinowi nie przeszkadzało głaskanie po olbrzymim łbie. Właściwie, było to dla niego coś skrajnie innego od zwykłych obowiązków ducha stróża rodziny Tao. Z duchowego gardła wyrwał się pomruk aprobaty na ciepłą ludzką rękę.
Lao tymczasem był jak sparaliżowany. Jego duch stróż jawnie okazywał zadowolenie (!!) z niezrozumiałej dla chłopaka sytuacji. Poczuł jak krople potu zbierają się na jego karku, gdy szybko analizował niecodzienną sytuację. Przecież duchy nie powinny reagować na uczucia. Co się dzieje? Właśnie dlatego musi wymienić ducha na lepszy model, bo ten jest jakiś wadliwy. Zmrużył oczy, starając się przywdziać na twarzy maskę nonszalancji aby ukryć własne zmieszanie.
- Tak, należy do mnie. Wabi się Jin Zhao. - przedstawił jakby od niechcenia swojego ducha stróża, czując praktycznie serce pod gardłem. Zdecydowanie nie podobał mu się ten stan - A ty... jak rozumiem również jesteś szamanem? - w końcu... tylko szamani widzą duchy, prawda? Przynajmniej Lao nigdy jeszcze nie spotkał tak uzdolnionego człowieka na swojej drodze. Pod stołem delikatnie trącił stopą Jina, przypominając mu kto jest jego właścicielem. Duch natychmiast wrócił do kulistej formy, przenosząc się obok głowy Lao, który założył nogę na nogę, patrząc na Gina z góry, póki jeszcze miał taką możliwość. Przez chwilę się wahał, niepewny co powinien robić w tej niekonwencjonalnej sytuacji. Ten drugi szaman wydał mu się fascynujący z racji swoich możliwości kontaktu z duchami. To było coś nowego, nietypowego. Może... może dzięki niemu dowie się czegoś więcej?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości