Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

#1
Imiona postaci: Orion Alexander
Pseudonim: Jabberwock
Nazwisko: Xenos
Data urodzenia: 05.04.1993
Płeć: Mężczyzna
Wzrost: 187 centymetrów
Waga: 80 kilogramów
Grupa: Medium

Wygląd: Wysoki, nieziemsko przystojny... a nie chwila, niechcący zacząłem opisywać jego ojca. Ale nie martwcie się dziewczyny, po matce ma tylko czerwonawe oczy i paskudny charakter. Tak poza tym to wykapany tata... a wiecie, miało co nakapać. Orion jest wysoki, prawdopodobnie nieziemsko przystojny, choć sam tak nie uważa - dostrzega regularne rysy, kruczoczarne włosy, błysk w oku i kpiący uśmiech, cała reszta to najprawdopodobniej kwestia gry półcieni i niedopowiedzeń.
Dobrze zbudowany, parę lat życia poświęcone siłowni odznacza się pod dopasowanymi koszulami, racząc wyobraźnię załamaniami tkaniny na skrupulatnie wyrzeźbionych mięśniach. Być może profesjonalista dorzuciłby do tego ze dwie-trzy "masy", ale Or bardzo dobrze czuje się w swoim akualnym ciele. Na tyle dobrze, aby od ponad roku zajmować się głównie dbaniem o interesujące życie, na dalszy plan spychając wartości materialne.
Jak już wspomniałem o koszulach - Jabberwock uwielbia garnitury od krawca. Butów też raczej nie kupuje w sklepach. I nie chodzi tu nawet o afiszowanie się pieniędzmi, bo preferuje skromne kroje i brak drogocennych dodatków. Po prostu strój szyty na miarę to taka wygoda, że nie może się pogodzić z jego brakiem.

Charakter: Wewnętrznie niepoukładany. Przyjmuje różne role unikając wystawienia na ekspozycję wrażliwych okruchów dziecięcego umysłu ukrytych pod setkami warstw kreowanych przez lata osobowości. Przyzwyczajony do wchodzenia w cudze buty bardziej niż chciałby się do tego przyznać.
Chorobliwy perfekcjonista, acz mimo kreatywnego, błyskotliwego umysłu najczęściej przegrywa z własnym lenistwem. To typ człowieka, który doskonale wie jak rozwiązać ten zawiły problem w najefektywniejszy sposób, aczkolwiek... nie bardzo mu się chce. Ale radą służy jak najbardziej, jeśli udzielanie jej w niczym mu nie przeszkadza. A o to łatwo.
We wszystkim szuka niedoskonałości - zaczynając do siebie. Z nienawiścią patrzy w lustro zawsze rozczarowany swoimi osiągnięciami. Wydaje się to irracjonalne, ale z porażek uczynił siebie, doszukując się w każdym ze swych posunięć ręki Pyrrusa.
Co nie znaczy, że nie ma pozytywnych stron. Tysiące sposobów, na jakie codziennie zaskakuje go świat. Multum odcieni, brzmień i smaków działają jak najlepszy narkotyk, dając mu energię do życia i motywację do stawiania kolejnych kroków.
Uwielbia rozpraszacze. Internet, muzyka, książki, dobra szamka, broń, osiągnięcia technologii, historia kosmosu, japońskie komiksy, amerykańskie gitary i niemieckie piwo. Interesuje go wszystko, ale na etapie zajawkowicza - obserwuje, ogląda, podziwia, nie tworzy... bo mu się nie chce.
O dziwo jeśli chodzi o kontakty z ludźmi to idzie mu nieźle, ale to już chyba kwestia umiejętności patrzenia z szerszej perspektywy. Mając otwarty umysł bardzo łatwo o punkt zaczepienia w rozmowie z drugą osobą. No i nie da się ukryć, że większość ludzi ma ewentualnie coś ciekawego do powiedzenia, więc na ogół nie ma problemu ze słuchaniem.
W pracy zachowuje się profesjonalnie i uporządkowanie, na pierwszym miejscu stawiając realizację celów. Poza nią jest niebieskim ptakiem, wszystko robi się pomału acz stabilnie (tylko najpoważniejsze przypadki, jeśli nie ma potrzeby to po co zmieniać?). W obu przypadkach idzie po najmniejszej linii oporu, aczkolwiek zawsze względem założonych priorytetów.
A na ogół jest skryty. Czasami wyrwie mu się jedno czy drugie pod wpływem chwili. Ale raczej nikt nie wie wszystkiego.

Historia: Pięcioletni chłopiec przemierzał oliwkowe wzgórza od pokoleń zarządzane przez ród Xenosów. Ori odkąd sięgał pamięcią włóczył się po skąpanych sródziemnomorskim słońcem plantacjach. Na ogół parę razy dziennie spotykał dziadka, zgodnie z tradycją rodzinną doglądającego każdego drzewka, nieustannie poddając w wątpliwość kompetencje najętego zarządcy.
Tego dnia w powietrzu wisiało dziwne napięcie. Złociste promienie grzały jak każdego bezchmurnego dnia. Orzeźwiający wiatr przemykał wzdłuż rzędów oliwek, zapewniając ciągły ruch świeżego, nadmorskiego powietrza. Świergot ptaków zlewał się z szumem setek drzew, relaksując uszy i oczyszczając umysł.
Nagły ruch przykuł uwagę chłopca. W perspektywie jakichś pięćdziesięciu metrów wysoka kobieta, odziana w niemodną, zupełnie nie pasującą do słonecznej Grecji długą, ciemną suknię. Nieznajoma była bardzo blada, złote włosy nie lśniły mimo otulającego całą okolicę ciepłego światła. Cała postać wydawała się taka... nieobecna. Zaciekawiony Orion pobiegł w jej stronę, ale ta wydawała się nie reagować na tupot i szelest rozdeptywanej przez chłopaka trawy.
Pewnie biegłby tak za nią aż do granic plantacji, gdyby nie wpadł w masywne ramiona pappousa Collisa.
- A gdzie tak pędzisz smyku? - jowialny uśmiech na wąsatej twarzy szybko ustąpił miejsca rubasznemu śmiechowi, a prawa ręka zaczęła czochrać kruczoczarne włosy jego jedynego wnuka. - Uważaj, bo poślizniesz się na oliwie i skończysz bez zębów jak yia-yia. - Chłopiec nigdy nie zrozumiał, dlaczego właściwie dziadek śmieje się z babci, ale teraz nie miało to znaczenia.
- Biegnę za tą panią! Nie wiem kim ona jest, ale nie wygląda jak ktoś z naszych sąsiadów - niemal wykrzyknął schwytany w niedźwiedzi uścisk staruszka. Wyciągnął jedną rękę, aby wskazać oddalającą się sylwetkę. Colli zerknął w tamtą stronę, uśmiech na jego twarzy zrzedł.
- Och... a więc Ty widzisz! I to dzień po tym jak powinna zabłysnąć! - ciepły chwyt zabolał żelazem kajdan. Siwowłosy mężczyzna spojrzał z powrotem na syna swojego syna.
- Wybacz mi paidion, ale to nie wiedza, którą powinieneś zgłębić już teraz... - ostatnie słowa rozpłynęły się w ciemnościach i chłopak stracił przytomność.

***

Collis Xenos nie był zachwycony swym odkryciem. Informacja, że jego jedyny wnuk tak jak i on został przeklęty darem widzenia duchów sprawiła, że wpadł w panikę i zapragnął pozbyć się problemu z życia Oriona. Stworzone przez niego bariery umysłowe i kontrolowane wymazanie pamięci oczyściły mózg chłopca ze zdarzeń tamtego dnia i uniemożliwiły mu od tego momentu obserwowanie krążących po świecie duchów. Dalej biegał po słonecznych wzgórzach, ale nie pamiętał o złotowłosej zjawie i nie spotkał jej więcej.
Coraz więcej czasu dziecięcych zabaw zabierały obowiązki szkolne. Mimo jego niewielkiego entuzjazmu, już w młodym wieku pokładano w nim wysokie nadzieje, więc rodzice po gymnasio posłali go do renomowanego liceum pod protektoratem tesalskiego uniwersytetu. Nikt nie wątpił, że po zdaniu matury ukończy studia z biznesu bądź zarządzania. Miał w przyszłości przejąć schedę nad całą rodzinną firmą. W ciągu dziesięciu lat niewielka tłocznia oliwna ochrzczona przez pradziadka Oriona Margaritą od imienia jego małżonki, zmieniła się w przemysłową tłoczarnię eksportującą towar na cały półwysep Apeniński i oczekiwano od chłopaka, że podtrzyma rodzinną tradycję.
Nie wiadomo, czy był to wyraz wewnętrznego buntu, czy może jakiegoś przebłysku podświadomości, nastolatek zdecydował się aplikować na medycynę na Krecie. Chciał zrobić specjalizację z neurologii. To wtedy pierwszy raz spróbował dostarczonej z północy amfetaminy. Tydzień przed maturami był z dnia na dzień coraz obficiej podsypywany amfą, fetą, srebrem, ścierwem, nazywajcie to jak chcecie. Intensywne dopracowywanie posiadanego zasobu wiedzy rzutem na taśmę opłaciło się. Dostał się, jakieś trzy pozycje przed końcem listy. Więcej szczęścia niż rozumu.
I wtedy zaczęły się kłopoty.
Po dumnym zaprezentowaniu listów potwierdzających wpisanie go na listę studentów rodzicom, usłyszeniu że jest wyrodnym synem i niewdzięcznikiem, krzykach ojca i świętym oburzeniu matki, postawiono go przed wyborem: albo zostanie, aby przejąć firmę, albo może już tego dnia spakować się i wyjeżdżać. Więc spakował się i wyjechał.
Mimo niezrozumienia dla decyzji wnuka, Collis zaopatrzył go w pokaźną sumę, żeby "krew z mojej krwi nie menelowała jak plebejusz". Zaopatrzony w gotówkę i nastoletnią pewność, że może konkurować z całym światem, otworzył nowy rozdział swojego życia, który miał być dla niego momentem przełomowym.
Wbrew obiegowej opinii, znajomi z rocznika nie okazali się być smutnymi nerdami, wolne chwile poświęcającymi na naukę i siedzenie przy komputerze. Wręcz przeciwnie, znaczna większość szukała raczej dostępności do ciekawych osiągnięć medycznej chemii. Zresztą, większość popytu na przyspieszenie albo psychodelę zaspokajał zaprzyjaźniony wydział farmakologii. Alexander (zaczął używać drugiego imienia, chcąc odciąć się od przeszłości) wkrótce wszedł w bardzo dobre relacje ze starszymi rocznikami fabrykantów, najpierw jako klient, później bliski przyjaciel kilku z najbardziej wiodących przedstawicieli szarej strefy uczelnianej. Dzięki swojej łatwości nawiązywania kontaktów szybko dał się poznać jako mistrz zjednywania sobie ludzi. Jeszcze szybciej wchłonął go kolorowy świat ciągłego imprezowania na coraz wyżej wywindowanym haju.
Styl życia popularnego studenta nie jest najbardziej ekonomicznym modelem planowania wydatków, pod koniec pierwszego roku Alex został zmuszony do sprzedania trzymanych na czarną godzinę szlachetnych win i złotego rolexa podwędzonego jeszcze z domu rodzinnego. Zwierzył się z problemów finansowych swojemu przyjacielowi, Estebanowi, studentowi trzeciego roku i specjaliście od wytwarzania najwyższej jakości dietyloamidu kwasu D-lizergowego. Z niekrytą ulgą przyjął wyciągniętą w jego stronę dłoń, w postaci propozycji pracy przy upłynnianiu kryształków MDMA wśród studentów medycyny. Nie dało się nie zauważyć, że ma do tego smykałkę, z każdym tygodniem zwiększał pobierane pakiety, nie będąc się w stanie wyrobić z zamówieniami na uczelni i w przeróżnych klubach, których stał się stałym bywalcem. Na szczególną wzmiankę zasługuje legendarny klub dla najbardziej wytrybionych hardkorowych fanatyków muzyki elektronicznej, Jabberwock. Alexander poczuł się tam tak doskonale, że gdy nie pojawił się w piątek przy barze albo na parkiecie dostawał sms'a od zaniepokojonej obsługi. Ponieważ najczęstszą odpowiedzią, gdy ktoś pytał o niego, było na ogół "W Jabberwocku", środowisko studenckie szybko zaczęło o nim mówić imieniem Carrollowego smoka.
Nie szczędził czasu i środków, aby zbudować własną siatkę ludzi pracujących wyłącznie dla niego. Wyszukiwał i przekonywał do współpracy kolejne zaufane osoby. Wkrótce zaspokajał głód niemal trzech czwartych koneserów z całego uniwersytetu, łącząc to z zajęciami i innymi zdarzeniami losowymi, mieszczącymi się w dwudziestodwugodzinnym dniu pracy.
Wraz z rosnącą częstotliwością spontanicznych wypadów i wieczorów okolicznościowych kończących się dnia czwartego, malały szanse na stabilną sytuację wyników chłopaka. Na początku szóstego semestru oczywistym stało się, że kolejna sesja egzaminacyjna najprawdopodobniej będzie ostatnią. Obrotny Grek po konsultacji z najbliższymi współpracownikami zdecydował, że wraz z utratą przywileju studiowania zyskuje kilkadziesiąt godzin tygodniowo, które może poświęcić powiększaniu swojego biznesu. W niespełna rok po opuszczeniu murów uniwersytetu (zabierając na pamiątkę pokaźny bloczek pustych recept i podrobioną pieczątkę), stał się chyba najmłodszym gangsterem, zarządzającym jedną z największych zorganizowanych grup przestępczych na wyspie. Niemal przypadkową zbieraniną studentów, kurierów, taksówkarzy, bywalców drogich klubów i hien ze slumsów. Wszystkich powiązanych jednym celem - rozpuszczanie jak największych ilości narkotyków po całej Krecie.
Nie minęło dużo czasu, nim zainteresowały się nim służby porządkowe, a lokalne gazety podłapały temat nieuchwytnego Jabberwocka. W ciągu paru miesięcy do wiadomości publicznej zostały upublicznione jego dane osobowe. Coraz bardziej spanikowany Orion dusił się na słonecznej wyspie. Podbudowane efektami ubocznymi manipulowania ze swoją percepcją paranoje niedługo później zaczęły ingerować w jego codzienne życie. Zawsze z bronią w szafce nocnej, nieważne w którym z wynajętych domów i mieszkań akurat przebywał. Chwilami wyczerpany umysł nie miał już siły, a upragniony sen nie przybywał, pozostawiając chłopaka zawieszonego w świecie majaków na jawie. Rozpaczliwym zrywem sprzedał niemal cały swój dobytek, wynajął jacht, załadował go fetą, koką, kwasem, adamem, strzykawkami grzybni, pigułownicami, bronią, rozmaitym cennym towarem i paroma zaufanymi ludźmi, zostawił interesy na Krecie swoim zastępcom i popłynął na północ.
Do Aten.

***

Alexander wyszedł na balkon, podziwiając zachód słońca w stolicy z wysokości czterdziestego drugiego piętra. Nowoczesne wieżowce przeplatały się z arcydziełami klasycznych architektów. Schłodzone czerwone wino z Santorini doskonale komponowało się z ostatnimi złotymi promieniami okraszającymi panoramę miasta tym wyjątkowym, ciepłym blaskiem finalnych chwil dnia. Cisnął roacha w oddaloną taflę asfaltu, cofnął się do klimatyzowanego wnętrza i odstawił pusty kieliszek na kuchennym blacie.
Codzienny wieczorny rytuał niemal już się skończył, pozostawało tylko odpłynąć w objęcia Morfeusza w tym cudownie obcym mieście.
Zrobili to profesjonalnie. Musieli, zważywszy na fakt, że w trzy miesiące dokonali coś, co nie udało się kretejskim antynarkotykowym przez ponad półtora roku. Złapali go z ręką w nocniku.
Jak na filmach. Podjechali na trzy lodówy, w kominiarkach, z karabinami. Odcięli zasilanie, telefon, alarm, wszystko. Wyłamali zawiasy młotem i w ciągu piętnastu sekund od pierwszego uderzenia rozbiegli po mieszkaniu w poszukiwaniu Jabberwocka i jego ludzi. Celny kopniak w nadgarstek uniemożliwił Orionowi sięgnięcie po zaufanego towarzysza, klasycznego Mausera.
- Wyskakuj z betów i stań przy ścianie z rękami na widoku - padł rozkaz policjanta mierzącego mu akurat w głowę. Bez najmniejszych oporów w samych gatkach spełnił polecenie, opierając dłonie na ciepłej, sosnowej boazerii.
- Powiesz gdzie mamy szukać, czy mamy to wszystko rozpierdolić? - jakby nie słysząc prowadzącego akcję, pozostali funkcjonariusze zabrali się za przekopywanie apartamentu w poszukiwaniu dowodów popełnionych przestępstw.
- Chyba nie sądzisz, że byłbym aż tak głupi? - spytał ironicznie, pobudzony adrenaliną pompowaną przez jego serce w oszalałym tempie. Paranoiczny umysł nie pozwolił mu przechowywać w miejscu w którym mieszkał jakiegokolwiek trefnego towaru, więc w tej sytuacji okoliczności nie mogły mu bardziej sprzyjać. Nie usłyszał odpowiedzi i zawiedzionych przekleństw oddziału antynarkotykowego parę minut później, potężny cios wysłał go z powrotem w krainę snów.

***

Jabberwock był przygotowany. Żadnych dowodów, żadnych śladów, żadnych poszlak, tylko materiały śledcze z Krety. Mimo postawionych niemal dwunastu zarzutów, w tym handlu narkotykami na dużą skalę, podwójnego morderstwa i działalności w zorganizowanej grupie przestępczej, nie udało się znaleźć nawet jednego obciążającego zeznania. Z braku lepszego rozwiązania wysłano go na rok aresztu śledczego w nowoczesnym więzieniu na odludziu, gdzie zastąpiono dużą część strażników cybernetycznym systemem inwigilacji i ładunkami wybuchowymi wbudowanymi w noszone przez osadzonych bransolety identyfikacyjne. To i bezwzględność, jaką okazywał współwięźniom w krótkich chwilach przymusowej integracji, wyalienowała go z tego toksycznego środowiska.
W tym okresie zmarł stary Collis, a jego wnuk dowiedział się o tym w sekundę po jego zgonie. Nie spał dobrze tej nocy. Po kilku godzinach ciągłego wybudzania się, udało mu się zapaść w dłuższy sen. Z zakamarków pamięci wypłynęły oliwkowe wzgórza i wysoka kobieta, odziana w niemodną, zupełnie nie pasującą do słonecznej Grecji długą, ciemną suknię. Prawie dwadzieścia lat młodszy dziadek złapał biegnącego Oriona, wyraźnie czymś zaaferowanego. Po krótkiej wymianie zdań uśmiech na twarzy starca zbladł.
- Wybacz mi paidion, ale to nie wiedza, którą powinieneś zgłębić już teraz - zwrócił się do dziecka, po czym podniósł wzrok na niematerialnego obserwatora - ale Ty jesteś już wystarczająco dorosły. Mam tylko parę chwil, nim mój duch na zawsze opuści ten świat, a tyle jest do opowiedzenia. Ta kobieta... ona nie żyła na długo zanim się urodziłem. To, co teraz stąpa po tych ziemiach, to tylko jej duch, przywiązany do niej niespełnionym uczuciem do naszego przodka. Tak jak ja zostałeś pobłogosławiony, a może przeklęty darem widzenia duchów, kontaktowania się z nimi, a nawet użyczania sobie nawzajem swej mocy. W miejscu w którym jesteś teraz może Cię to zniszczyć, blokady, które umieściłem w Twoim umyśle pękły w chwili mojej śmierci, oprócz jednej. Żaden z pomiotów, które mógłbyś spotkać na swojej drodze nie będzie w stanie Cię opętać. Kocham Cię, wierzę, że czeka Cię cudowne życie. - nocna zjawa rozpływała się w nicość. Alexander chciał odezwać się do pappousa, krzyczeć. Koszmarna niemoc pętała go, niewidzialna siła ściskała płuca i krtań. Obudził się zlany potem, tylko po to, aby zobaczyć obserwującą go postać. Nierzeczywisty jak tamta kobieta, ubrany w podobny więzienny uniform, choć o innym kroju, jakby nieco przestarzałym. Tylko niezmiernemu zaskoczeniu można przypisać fakt, że nie zaczął krzyczeć.
I dobrze, bo to był pierwszy krok, aby bez żadnych podejrzeń dotrwać do końca wyznaczonego czasu dochodzenia.

***

Korytarze więzienia roiły się od zjaw samobójców i ofiar więziennego samosądu sprzed czasów "bombowych kajdanek", jak o nich mówił personel ośrodka. Niejeden z nich wyczuwając potencjał młodego Xenosa próbował ataku na jego umysł, na szczęście żadnemu nie udało się pokonać barier starego Colliego. Przenikające do jego świadomości echa dramatów i tragedii, jakie widziały zbrojone ściany przez dziesięciolecia istnienia zakładu penitencjarnego skutecznie nadwyrężały delikatną równowagę psychiczną więźnia. Jedynym co utrzymywało go przy zdrowych zmysłach była wizja bliskiego końca jego cierpienia. Przeliczał setki razy dni dzielące go do upragnionego zwolnienia.
Ostateczna decyzja była szokująca. Z braku dowodów nie można było skazać Oriona za żaden z zarzucanych mu czynów, ale otrzymał dożywotni zakaz przebywania na terytorium Grecji z dwudziestoczterogodzinnym czasem wejścia w życie.
Odebrawszy swoją ostatnią pamiątkę, pistolet Mauser C96 wsiadł w samolot i opuścił kraj szukając szamanów, którzy pomogliby mu opanować jego umiejętności.

Informacje dodatkowe:
» Jest hipochondrykiem i lekomanem. Wymyśla co i rusz to kolejne schorzenia, na które nagle zapadł i od razu sam wyznacza sobie kurację. Nie rusza się z domu bez podręcznej apteczki wypchanej wszystkim, od proszków przeciwbólowych po antydepresanty.
» Uwielbia greckie oliwki, greckie wino, grecką fetę (polskiej też nie odmawia), amator baranich szaszłyków, nie cierpi ludzi nie będacych Grekami twierdzących, że specjalizują się w kuchni greckiej. A jego mama zawsze gotuje najlepiej.
» Z niewiadomych przyczyn pewnego dnia zaopatrzył się w pozłacanego, metalowego fidget spinnera. Ot, jeden z prostszych modeli dostępnych akurat na bazarku. Ani to ciekawe, ani to zabawne... ale i tak bawi sie nim non-stop.


Ekwipunek: Pistolet, w pełni wyposażona apteczka (bandaż, plastry, woda utleniona, zestaw na przeziębienie, krem na oparzenia i odmrożenia, leki przeciwzapalne, adrenalina, morfina, benzodiazepiny, flukseotyna, efedryna, setka wódki, torba zioła, sakwa koksu), fidget spinner, butelka czerwonego greckiego wina "na wszelki wypadek", paczka miętowej gumy do żucia, ciemne okulary, zegarek na bransolecie, zapalniczka zippo, flaszka benzyny, scyzoryk, piętnaście metrów linki, garota, książka o wędkowaniu będąca w istocie schowkiem na pilnik, dwa żydowskie włosy, drabinkę sznurową i kominiarkę
Medium: Zmodyfikowana wersja pistoletu Mauser C96
Barwa furyoku: kolor płomieni
Atuty:
» Walka bronią dystansową I
» Szybkość I
» Kontrola furyoku I
Odpowiedz
#2
Akcept.

Jeszcze post pod KP.
[Obrazek: T6GQwBK.gif]
Odpowiedz
#3
Zmiany w wyglądzie: Opis zmian wyglądu postaci
Zmiany w charakterze: Opis zmian charakteru postaci; warto wspomnieć w jaki sposób nastąpiła przemiana.
Postęp fabularny:
» Linki do wątków i sesji (prowadzonych oraz zakończonych), mogą być wzbogacone o własne opisy

Ważne osoby:
» czyli NPC, które mogą zostać wykorzystane przez MG w sesji
» Imię i nazwisko - wiek, data śmierci (jeśli to duch), opis wyglądu i charakteru oraz krótka historia. Kim jest dla postaci, jak się poznali, jakie były ich wspólne losy itd. Mile widziane grafiki, a jeśli chodzi o członków Rodów Szamańskich, wymagane (przynajmniej 200x200px), należy dostarczyć je do Administracji
» xxx


Ekwipunek: Ekwipunek postaci. Nie dotyczy Ducha. Do przedmiotów zdobytych fabularnie należy dodać linki.
Karty Ducha:
» Duch I

Atuty:
» atut
» atut
» atut

Umiejętności:
» klasowe (wystarczy nazwa)
» (własne) nazwa {koszt furyoku || cooldown (jeśli jest)} - opis działania (musi być zgodny z ustalonym przez Administrację
» (własne) nazwa {koszt furyoku || cooldown (jeśli jest)} - opis działania (musi być zgodny z ustalonym przez Administrację


Pole dodatkowe: Opcjonalne pola, które można samemu dodać i uzupełnić, np. spis relacji z innymi postaciami, link do mieszkania, planowane wątki itp.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości