Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

#1
Trwająca cały tydzień wystawa, na której podziwiać można było dzieła największych twórców, oraz wynalazców w historii ludzkości, powoli dobiegała końca. Hayato, zarówno jako student historii, jak i przedstawiciel swojej rodziny, posiadającej jeden z eksponatów wykuty przez sławnego, japońskiego kowala. To była jego pierwsza wyprawa poza granice Japonii i wyniósł z niej bardzo wiele lekcji. Szczególnie tych, dotyczących podróży. Młody Japończyk nie mógł uwierzyć ile wspaniałych przedmiotów, a nawet duchów spotkało się przez ten tydzień w jednym miejscu.
Tego wieczora, chłopak miał odebrać swój miecz, ducha stróża, z powodu którego w ogóle się tutaj znalazł. Wiekowy budynek, służący jako miejsce wystawy, zaczynał powoli pustoszeć, gdy kolejni prywatni właściciele opuszczali go wraz ze swoja wiekową własnością.
Oczekując, aż zostanie wywołany, rozglądał się po korytarzu, gdzie oprócz niego czas zabijali również inni ludzie. Niektórzy wpatrywali się w telefony. Inni przez nie rozmawiali. Jedna osoba nawet czytała książkę.
Trochę żałował, że jego wizyta w Niemczech dobiegała już końca. Miał nadzieję na wzięcie udziału w jeszcze jakimś ciekawym, ukrytym evencie. Ale w sumie nie było co liczyć na takie coś.
.Kolorki:
~ Hayato: #6dd0b0
~ Meiko: #6dd0cd

Soundtrack:
~ Shaman Shugyou
~ Meiko's Still Face
~ Samurai Edge
Odpowiedz
#2
Wystawa jak wystawa. Nie ruszyła jednak na nią jednak z własnej woli, chociaż tematyka jak najbardziej zdawała się interesująca. Była jednak zbyt pochłonięta poszukiwaniami. Szamani, Medium i inne cuda, które obecnie ją całe pochłaniały zmuszały ją jednocześnie do dość dokładnego szukania informacji raczej w tym kierunku.

Ale jak nie iść, kiedy pewien upierdliwy duch siedzi ci nad uchem z "Ale chodź, to będzie FENOMENALNA zabawa" z tym chytrym, podejrzanym uśmieszkiem? Jak nie iść, kiedy ojciec wpycha ci w ręce starą matrycę z ruchomymi czcionkami i krzyczy "To doskonała okazja na przypomnienie światu o twoim przodku!"?

Więc poszła. Bez większego wyboru, ale też nie specjalnie żałując - właściwie im więcej czasu spędzała pomiędzy stoiskami, tym bardziej zapominała o swoim wcześniejszym zajęciu. Przedmioty, zwłaszcza te starsze jak i wynalazki miały w sobie "to coś". Opowiadały historię. Jak ludzie. Tylko były lepsze od ludzi...
- Mógłbyś przestać wreszcie zrzędzić jak jakiś stary piernik? To ci się nie podoba, to byś zrobił lepiej... Agrh! - rzuciła w eter widocznie rozzłoszczona. Krzyczenie na powietrze to coś, co ostatnimi dniami było jej głównym zajęciem. Nieliczni tylko mogli zauważyć za nią wysokiego staruszka w czarnym płaszczu podróżnym i kapeluszu.
- Ach, no tak, mam przecież TYLKO 500 lat z hakiem... - fuknął splatając ręce przed sobą. - Nieś rzesz tę matrycę z należytym szacunkiem, a nie jak jakiś worek ziemniaków. To dzieło mojego życia... - rzucił, dalej niezadowolony, na co ta tylko obrzuciła go równie niezadowolonym spojrzeniem i faktycznie - złapała ją oburącz przed sobą, chociaż nie bez drobnego ociągania się pod dość groźnie wyglądającym spojrzeniem Gutenberga. Znaczy pewnie by wyglądało groźnie, sądząc po samym wyrazie twarzy. Bandaże wokół jego oczu zmuszały ją do użycia wyobraźni. I zapewne to był element, to zbyt długie łypanie na Jana spode łba, który przesądził o wpadnięciu na jakiegoś Azjatę. Szybko cofnęła się do tyłu mocniej zaciskając dłonie na matrycy. Azjata... Ale Chińczyk czy Japończyk? Zna niemiecki? Znaczy ona jeszcze znała japoński, ale jeśli to Chińczyk i i tak jej nie zrozumie? A przeprosić trzeba było! Przez moment wpatrywała się zakłopotana, by w końcu skłonić się i rzucić naprędce - Bardzo przepraszam! - po japońsku, a następnie zakrywając poczerwieniałą twarz swoim nowym nabytkiem i odsuwając się na kilka kroków dalej. - Widzisz? Wszystko przez ciebie! Jak mnie nie wpędzasz w kłopoty, to wpędzasz w kłopoty! - rzuciła poddenerwowana, na co ten tylko delikatnie się uśmiechnął. Widok zdenerwowanej rudowłosej zdecydowanie go bawił. - Twoja wina. Patrz, jak chodzisz, a nie zwalasz winę na bogu winnego ducha... - odpowiedział udając wielce zasmuconego, niesłusznie oskarżonego starca.
But darling... In the end, you have to be your own hero, 
because everyone is busy trying to save themselves.
Odpowiedz
#3
Po odebraniu swojej własności/towarzyszki, Hayato udał się na zewnątrz, podziwiać nie zamknięte jeszcze stoiska. Bardzo przypominały mu one festiwale, jakie często odbywały się w jego rodzinnym Kyoto.
Z mieczem, zapakowanym do specjalnej torby przerzuconej przez ramię, przeciskał się przez tłum ludzi. Nie było to łatwe, szczególnie że za nim szło uosobienie broni, którą niósł na plecach. Uosobienie, które nie do końca panowało nad swoją ostrą naturą. Dlatego cieszył się, gdy wreszcie udało mu się wyjść na mniej zaludniony obszar wystawy. Zdawało się, że stanął akurat w miejscu wypełnionym przez sklepiki z pamiątkami. Wśród nich jego uwagę przyciągnął jeden, w którym sprzedawano drewniany oręż. Dziwne miejsce na taki biznes, ale Hayato uśmiechnął się widząc go. Pomysł zakupienia takiego drewnianego miecza dla ojca zdawał mu się całkiem zabawny. Jak gdyby wracał z wycieczki do jakiegoś onsenu.
Wyciągnął jeden ze stojaka i obrócił się, by pokazać go Meiko i zapytać ją o jej zdanie. Jak zwykle otrzymał zdawkową odpowiedź.
Sam nawet nie wiedział jak doszło do zderzenia z dziewczyną. Zdziwiło go też, gdy usłyszał rodzimy język. Nie spodziewał się żadnego z nich. Przy uderzeniu upuścił miecz, ten drewniany, który upadł na bruk pod jego nogami.
- Nic-nic się nie stało - Zapewnił pospiesznie, również po Japońsku, choć dziewczyna wydawała się już być zajęta wymianą zdań ze swoim osobliwym towarzyszem. Rozmawiali ze sobą po Niemiecku, więc chłopak niczego nie rozumiał. Dało mu to jednak czas na przyjrzenie się nieznajomej, w której rozpoznał pewne azjatyckie cechy. A więc jest "połówką". Pomyślał. Całkiem atrakcyjną, musiał przyznać. Nie mógł jednak nie poświęcić uwagi mężczyźnie, z którym rozmawiała. Definitywnie był nieżywy. Znaczy, był duchem. A ponieważ go widziała, Hayato mógł bezpiecznie stwierdzić, że jest szamanką. Albo przynajmniej posiada szamański potencjał.
- Naprawdę. Nie ma potrzeby się denerwować - Wtrącił się do ich rozmowy. A ponieważ wyglądało na to, że dziewczyna ma jakieś pretensje do mężczyzny, dodał szybko - Szczególnie na Panienki towarzysza.
.Kolorki:
~ Hayato: #6dd0b0
~ Meiko: #6dd0cd

Soundtrack:
~ Shaman Shugyou
~ Meiko's Still Face
~ Samurai Edge
Odpowiedz
#4
Wymiana zdań z własnym przodkiem pewnie by nabrała większych obrotów i stała się bardziej pasjonująca, gdyby nie wtrącenie się Azjaty. Dość szybko przerwała przenosząc na niego swoją uwagę zapominając na moment o Janie, ale tylko na moment - wspomnienie o towarzyszu było zbyt niespodziewane i nagłe. Przywykła raczej to bycia uważaną za nienormalną. Schizofreniczkę mówiącą do siebie, która raczej winna siedzieć w zakładzie dla obłąkanych, chociaż uwagi otrzymywała od na prawdę niewielu osób. Nic, czym by się kiedykolwiek przejęła i sprawiło, że rozmawiałaby z bytami duchowymi mniej swobodnie, gdzieś w zaciszu domu. - T-towarzysza? Widzisz go? - zapytała dość zaskoczona kciukiem wskazując na?Jana. A że ten za ni c nie wiedział, o co chodzi w ich całym szczebiotaniu w języku z kraju mongolskich kolorowanek, to też obejrzał się za siebie. Może ta pokazywała mu coś za nim? Szybko jednak doszedł do wniosku, że nic ciekawego tam nie ma po czym wzruszył ramionami. - Zgódź się. - rzucił nagle z niebywałym spokojem obserwując rudowłosą, której wzrok wędrował od chłopaka przed nią do starca obok. A jej niezrozumienie sytuacji tylko się pogłębiało. - Przepraszam... co proszę? - zapytała oczekując jakiegoś wyjaśnienia, o co może chodzić. Ten za to patnął ją ducho-rączką w głowę. - Nie przepraszaj tylko zgódź się. Nie trzeba być poliglotą by zgadnąć, że pewnie zaprasza cię na jakieś ciastko czy tam kawę... - rzucił słowem wyjaśnienia, na co ta tylko znowu patrzyła to na Jana, to na Hayato znowu delikatnie się czerwieniąc. - W-wcale nie! - krzyknęła tonem zakrawającym o oburzenie, a najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet nie miała pewności, ile z tego rozumie chłopak. A raczej kompletnie zapominała, że wielojęzyczmośc to nie coś, co cechuje każdego człowieka. - Ja najmocniej przepraszam za pradziadka i jego dziwne insynuacje... Jeśli można zapytać - jest pan może jakoś powiązany ze społecznościami szamańskimi? - zapytała dalej zaintrygowana danym faktem. Skoro widział Gutenberg, to musiał być w jakiś sposób taki sam, jak ona. Czy to by oznaczało, że jedną wystawą upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu?
But darling... In the end, you have to be your own hero, 
because everyone is busy trying to save themselves.
Odpowiedz
#5
- Owszem! - Odpowiedział ochoczo. Wyglądało na to, że nieznajoma nie była przyzwyczajona do obcowania z innymi szamanami. Gdyby nie fakt, że chłopak miał szczęście pochodzić z dość... Uduchowionej okolicy, to pewnie sam zareagowałby podobnym zdziwieniem. Był jednak podekscytowany, ponieważ dla niego był to pierwszy raz, gdy spotykał za granicą osobę widzącą duchy.
Tymczasem duch, oraz jego szamanka (jak przypuszczał Hayato) ponownie pogrążyli się w ożywionej rozmowie, z której chłopak niewiele rozumiał. Trochę żałował, że nie uczył się niemieckiego, gdy był na to czas. Oczekując, aż skończą, Japończyk odwrócił się do Meiko, dając jej znak, aby się zbliżyła. Zauważył, że była zajęta obserwowaniem ptaków, które taplały się w wodzie ze starej pompy znajdującej się na placyku.
- Ależ nie ma problemu - Zapewnił, chociaż był bardzo ciekaw, co takiego insynuował duch, będący najwyraźniej przodkiem dziewczyny. Hayato poczuł pewne powiązanie. Meiko również była dla niego kimś pokroju przodka. Mimo, że była mieczem, należała do rodziny na długo przed nim
- Nazywam się Yamato Hayato.
Skłonił się głęboko, przedstawiając się Niemce. Gest ten powtórzyła po nim Meikyoushisui.
- A to jest moja mochirei, Meiko. Pochodzę z Kyoto, gdzie pobieram nauki w tej dziedzinie od kapłanki ze świątyni Inari.
Oczywiście miał na myśli techniki szamańskie, oraz filozofię shinto z nimi związaną.
- Domyślam się, że i ty jesteś szamanką? A przynajmniej nie da się nie zauważyć, że posiadasz potencjał.
Po tym stwierdzeniu, zaproponował dziewczynie znalezienie jakiegoś spokojniejszego miejsca, w którym mogliby swobodnie porozmawiać.
- Zupełnie jednak nie mam pojęcia jak się poruszać po mieście nie znając języka, dlatego byłbym zaszczycony, gdybyś była moją przewodniczką - Dodał, ponownie się skłaniając.
.Kolorki:
~ Hayato: #6dd0b0
~ Meiko: #6dd0cd

Soundtrack:
~ Shaman Shugyou
~ Meiko's Still Face
~ Samurai Edge
Odpowiedz
#6
Kto by pomyślał, że w takim miejscu spotka kogoś do siebie podobnego w ten niesamowity sposób! Czuła, że na prawdę dobrze zrobiła przybywając do Berlina, a jej początkowe zdziwienie powoli zastępowała radość. Tyle szukała, by znaleźć innego szamana tak kompletnie przypadkiem. Tak samo zadowolona była z faktu, że słowa Jana niczego nie popsuły, zaś jego odpowiedź kazała jej sądzić, ze niemiecki w jakimś stopniu zna. Nie zamierzała jednak kontynuować w swoim rodzimym języku, skoro idealnie dogadywali się po japońsku. No i Jan nic nie rozumiał, co było dodatkowym plusem. Uśmiechnięta przeniosła wzrok na kolejną osobę, która do nich dołączyła. Od razu rozpoznała w niej byt jak najbardziej duchowy i niewiele trzeba było stwierdzić, że zapewne towarzyszy jej rozmówcy. - Christina Gutenberg. A to mój pradziadek, Jan. TEN Jan. - dodała, by nie było wątpliwości co do tego, kim jest ów dziadek, który słysząc jak ta się przedstawia (i jego z resztą) nieco niepewnie sam się skłonił. Bo chyba wypadało, ale jak zwykle nie był pewien, o co chodzi. Słysząc jego pytanie poczuła się nieco zakłopotana. - Tak tak, szamanem... - odpowiedziała, chociaż wiedziała, że to nie do końca tak było, prawda? - Chociaż Jan mówi, że poprawniej byłoby nazywać mnie medium. - nigdy dobrze nie rozumiała różnic pomiędzy tymi dwoma, chociaż to prawdopodobnie dlatego, że żadnego szamana, takiego żywego z krwi i kości nie znała, i co potrafili nie widziała. Wyobrażanie sobie tego było dla niej dość upierdliwe, chociaż nigdy nie uważała, żeby miała problemy z wyobraźnią. Zawsze to jednak zdawało jej się wyglądać w jej umyśle inaczej, niż było w rzeczywistości. Jan zaś stał nic nie mówiąc. Jeszcze. Chociaż spojrzał na ducha Hayato i podrapał się po głowie nie specjalnie wiedząc, co z tym fantem zrobić. Bo zagadać nie zagada, to też w odruchu wielkiej improwizacji skłonił się głęboko, chociaż wyglądało to bardziej śmiesznie niż poważnie jeśli dodać jego egzaltowany uśmiech. Czuł się jak ktoś, kto właśnie ma do czynienia z kompletnie innym światem, nie wiedząc do końca jak się zachować, ani czy mieszkańcy tego nowo odkrytego świata na pewno są cywilizowani. - Nie bywam tutaj zbyt często. Mieszkam w Moguncji... Ale jako tłumacz powinnam dać sobie radę. - stwierdziła, całkiem pewna swych umiejętności językowych. Wolała jednak zachować jako taką skromność.. Nie miała również nic przeciwko znalezienia jakiegoś bardziej ustronnego miejsca, jednak sama nie była pewna, a jaki jego rodzaj winna celować. - Kawiarnia? Park? Może masz jakieś inne miejsce na myśli? Powinnam dać radę jakieś znaleźć... - szybciej lub nie. Język w gębie miała, to i zapytać najwyżej nie było problemem.
But darling... In the end, you have to be your own hero, 
because everyone is busy trying to save themselves.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości